XXXII Bieg Gwarków – 6 luty 2011

Już od wczesnych porannych  godzin wszystko przewracało mi się w żołądku – to moja reakcja na tremę :). Marek po zeszłorocznym starcie przez cały rok odgrażał się, iż tym razem na mecie to ja zobaczę jego numer na plecach. Dlatego oprócz czekającej mnie sportowej rywalizacji, wyjeżdżając z Kłodzka bałem się jednej rzeczy – pogody i stanu tras (w Kłodzku pogoda iście wiosenna +5 stopni). Z każdym kilometrem zbliżającym mnie do Andrzejówki rosła moja obawa, że bieg może zostać odwołany…

Szczęśliwie okazało się, że  leżący na wysokości 800 m.n.p.m śnieg obronił się przed panującą wkoło pluchą. Czym prędzej po zaparkowaniu czterokołowca udałem się do biura zawodów by potwierdzić swój start i otrzymać numer  wraz z chipem czyli atrybutami niezbędnymi po pomiaru wyniku na mecie.

Napięcie wzrastało tym mocniej im więcej dostrzegałem profesjonalnie przygotowanych zawodników. Mój wzrok przykuły stanowiska „smarownicze” na których technicy narciarzy wcierali w narty smar na gorąco za pomocą specjalnych żelazek (odpowiedni smar najlepiej dopasować do temperatury śniegu) . Stwierdziłem, że jeszcze długo nie osiągnę takiego zaawansowania technicznego :/  Mimo wszystko byłem dumny smarując me narty z 1974 roku zakupionym w tym sezonie  specjalnym woskiem pozornie przypominającym mydełko Fa 🙂

Powoli zbliżała się magiczna godzina 11.00. Tym razem na starcie biegu stanęła czwórka akademistów: Ania, Grzesiek, Marek, debiutujący Zbyszek oraz zaprzyjaźniony z AP góral z Żywca – Andrzej. Zabrakło Normy i Piotra, którzy dojechali z Wrocławia już w trakcie biegu. Po pokonaniu w zeszłym roku dystansu 5 km musieliśmy podwyższyć poprzeczkę i wystartowaliśmy na trasie 10 km. Wyjątkowo w tej edycji Biegu Gwarków przygotowano osobne trasy dla stylu klasycznego i dowolnego.

Na linii startu opuściła mnie trema! Wszystko dzięki wspaniałej, rodzinnej  atmosfery, panującej wśród otaczających mnie zawodników i jednego rywala 😛

Pierwsi pobiegli najmłodsi w wieku od 3 do 15 lat kolejno na dystansach 0,3km, 0,5 km, 1km, 2km, 3km.  Ania wystartowała na 5km  w kategorii VIP ( jako aktor Teatru Lalek w Wałbrzychu). Następnie bieg na 20 km. Nasz dystans 10 km stylem klasycznym wybiegł na końcu. Jak zawsze pierwsze kilkaset metrów dostarczyło sporej dawki adrenaliny. Stu sześćdziesięciu zawodników napierających na przód sprawiło, że trasa szeroka na ok. 10 m uległa niebezpiecznemu zagęszczeniu. To właśnie w tym momencie dochodzi do wielu potknięć i wchodzenia sobie na pięty.

Trasa biegu prowadziła wokół góry Klin 866 m.n.p.m. Do zaliczenia były dwie pięciokilometrowe pętle. Śniegu było w sam raz, mimo wszystko były miejsca gdzie organizatorzy musieli go dorzucać, by uczestnicy nie zdarli sobie nart. Na drodze nie było wielu płaskich odcinków. Stromy podbieg, zjazd, długi podbieg, stromy zjazd itp. – nie było łatwo… Tydzień wcześniej wraz z Markiem startowaliśmy w Biegu św. Floriana w Srebrnej Górze gdzie na trasie 7km  dominowały płaskie odcinki…  Narty z łuską na podbiegach w górę spisywały się genialne, smar tylko nieznacznie pomógł przy osiąganiu większej prędkości na zjazdach. Podobnie jak przed rokiem, musieliśmy przygryzać język ze złości po mijających nas rywalach, mających znacznie młodszy i lepszy sprzęt. Zmaganiom dramatyzmu dodał padający deszcz !

Po pierwszej pętli popełniłem błąd – na punkcie bufetowym oprócz skosztowania ciepłego napoju izotonicznego pokusiłem się o kawałek czekolady, który spowodował uczucie „zamulenia”. Po kilku minutach było już lepiej. Zbliżając się do ostatniej prostej i długiego zjazdu, stres dał się we znaki. Tylko dzięki dużej gibkości mego ciała, dwukrotnie uniknąłem zaliczenia popularnego „orła” 🙂

Po 48 minutach i 56 sekundach dotarłem do mety na 18 miejscu! Za linią mety witałem kolejno Andrzeja, Zbyszka i Marka. Ania okazała się  najlepsza w kategorii VIP zajmując 1 miejsce !

Do czasu oficjalnego ogłoszenia wyników, udaliśmy się na upragnioną grochówkę  i gorącą herbatę !

Wręczenie medali okazało się bardzo zaskakujące. Oprócz zdobycia przez Anię kolejnego pucharu, niespodziewanie wywołano mnie na podium za zajęcie III miejsca w biegu na 10km w kategorii wiekowej 19-29lat !

Mimo, że nie wylosowaliśmy wycieczki na Lazurowe Wybrzeże ani nowego kompletu nart, byliśmy szczęśliwi. Wszyscy odważyliśmy się wystartować i ukończyliśmy bieg – to najważniejsze co się liczy w tej imprezie. Mimo nie najpiękniejszej pogody śmiało możemy polecić udział w Biegu Gwarków za rok, choćby w roli kibica 🙂

Co ciekawe XXXII edycja Biegu Gwarków była wyjątkowo udana pod względem liczby uczestników-wystartowało ok. 700 osób, a to o ponad 150 os. więcej niż rok temu! Widać Justyna Kowalczyk silnie wpłynęła na spopularyzowanie tego cudownego sportu zimowego!

Dokładne wyniki zmagań na 10 km CT dostępne na http://www.online.datasport.pl/results305/index.php

Published in: on 14 lutego 2011 at 11:41  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: https://akademiaprzygody.wordpress.com/2011/02/14/xxxii-bieg-gwarkow-6-luty-2011/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. Wszystko w porządku, polecam moją stronę na której umieszczam równie ciekawe wpisy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: