Bieg na Wielką Sowę – 21.08.2011

Zaczęło się niewinnie – kręta, asfaltowa droga, piękna słoneczna pogoda trochę nie pomagająca rozpoczynającym się upałem, przepiękne widoki. Po ok 2 km rozpoczęły się pierwsze podbiegi, czyli główna atrakcja imprezy. Nasza opracowana strategia…

Gnani potrzebą urozmaicenia sobie zazwyczaj płaskiej trasy biegowej i nabawienia się zakwasów w łydkach, Marta i Marek wraz z Anią – prywatnym trenerem, psychologiem, kibicem i fotografem, połakomili się na start w Biegu na Wielką Sowę. 21 Sierpnia w godzinach porannych zjawiliśmy się w Ludwikowicach Kłodzkich. Pierwsze (spore)wrażenie i spostrzeżenia dotyczyły fizjonomii reszty zawodników- w kieszeniach spodenek mieli poupychane bułki co wyglądało jakby mieli nieco większe mięśnie od nas, ale nie daliśmy się nabrać na taki tani chwyt. Poziom imprezy zapowiadał się na bardzo wysoki, bo mieliśmy się wspiąć o 610 metrów do góry. Nie przestraszyło nas to jednak i czym prędzej zajęliśmy się rozgrzewką i rozciąganiem.

Co prawda czekało nas jedynie 10 km po nieco górzystym terenie, jednak należało się porządnie rozgrzać. Doświadczenie podpowiadało, że rozgrzewka przed i rozciąganie po biegu minimalizują zakwasy, które z pewnością czyhały na nasze nieprzyzwyczajone do takiego terenu mięśnie.

Podążając na linię startu i ustalając strategię zostaliśmy zaskoczeni strzałem z pistoletu… który był znakiem do rozpoczęcia wyścigu! Po chwili dogoniliśmy grupę zawodników 😉

Zaczęło się niewinnie – kręta, asfaltowa droga, piękna słoneczna pogoda trochę nie pomagająca rozpoczynającym się upałem, przepiękne widoki. Po ok 2 km rozpoczęły się pierwsze podbiegi, czyli główna atrakcja imprezy. Nasza opracowana strategia pomogła w całości przebyć trasę i nie zginąć z wyczerpania – trochę truchtem i trochę szybkim chodem na podejściach, cało i zdrowo dotarliśmy na linię mety.

Zastrzyk endorfin, wiwaty publiczności i banan pomógł złapać pierwszy spokojny oddech od ponad godziny. Dla ciekawskich czasy na http://www.wielkasowa.com.pl/

Skusiliśmy się jeszcze na wejście po schodach wieży na Wielkiej Sowie. Przepiękna panorama była dla nas nagrodą za trud podbiegów, tego nie doświadczamy podczas treningów na płaskim terenie.

Busem wróciliśmy na linię startu, gdzie czekała na nas Ania z węglowodanami (makaronem z sosem) i gratulacjami. Standardowo na losowaniu nagród nie mieliśmy szczęścia, ale humory dopisywały bo udało nam się zmierzyć z górą i własną słabością.

Wywiad na gorąco z Martą i Markiem.

WMZWS: Czy nie obawiałaś się pokonania ponad 600 metrów różnicy wzniesień?

Marta:

Dla takiego nizinnego amatora biegania jak ja, każde wzniesienie stanowi wyzwanie. 600 m rzeczywiście wyglądało nieco przerażająco ale w praktyce okazało się do przeżycia, choć lekko nie było… ale w końcu o to chodziło, prawda ?:)

WMZWS: Co możesz powiedzieć tym, którzy jeszcze się wahają przed wzięciem udziału w takiej imprezie?

Marta:

Tym, którzy wybierając się na tego typu imprezę z nastawieniem na wygraną, radzę porządnie się do niego przygotować.      Najlepiej przez kilka lat potrenować biegi górskie i zaopatrzyć się w kilka bułek umieszczonych w kieszeniach spodenek. Przydadzą się na podbiegach. Jeśli jednak poszukujecie głównie dobrej zabawy na świeżym powietrzu w towarzystwie pozytywnych ludzi, zdrowej dawki adrenaliny, pięknych widoków, sprawdzenia swojej  wytrzymałości i zakwasów na łydkach – gorąco polecam Bieg na Wielka Sowę.

WMZWS: Co sprawiło Ci najwięcej radości?

Marta:

Banan:)

WMZWS: Jaka była strategia amatora na pokonanie trasy?

Marek: Plan był prosty: wszystko co pod górkę pokonuję szybkim marszem, wszystko co po płaskim i z górki biegnę, choć kilka delikatnych podbiegów zrobiłem. Dodatkowo wspomagałem się pulsometrem i kiedy tętno zbliżało się do 90% maksymalnego to zwalniałem.

WMZWS: Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas biegu?

Marek: Kiedy widziałem 60 letnich dziadków którzy mnie wyprzedzają.

WMZWS: Czy polecasz tego typu imprezy?

Marek: Lubię co jakiś czas poczuć atmosferę sportowej imprezy masowej. Myślę, że emocje udzielają się wszystkim: uczestnikom i kibicom, to tworzy niepowtarzalny klimat, zdecydowanie inny od np. wypraw z Akademią Przygody ale warto i tego spróbować.

wywiad przeprowadził wuj MAREK z Wielkiej Sowy

Published in: on 14 października 2011 at 01:14  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://akademiaprzygody.wordpress.com/2011/10/14/bieg-na-wielka-sowe-21-08-2011/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: