Dębowa Góra i Wapniarka 24-25.09.2011

Czołem! By zapisać się jakoś na internetowych kartach historii publikujemy foty z wrześniowego wypadu Drużyny Brązowych. Cel – wielokrotnie penetrowany ale nadal interesujący czyli Dębowa Góra i Wapniarka. Z racji, iż był to pierwszy wyskok Brązowych w teren po wakacjach, staraliśmy się dobrze bawić a przy okazji pomału pchać do przodu zaliczenia z index-u AP. Podczas dwóch dni w lesie można było zaliczyć kolejne wymagania z obozownictwa, terenoznawstwa, lin czy kuchni.

Zdjęcia ułożone chronologicznie przybliżą Wam przebieg naszych kolejnych przygód! Uwaga! W drodze powrotnej udało się Nam zrobić zdjęcie imigrantom z Uczaczy próbujących przedostać się na drugą stronę Misisipi 😛 (więcej…)

Reklamy
Published in: on 30 listopada 2011 at 01:42  3 Komentarze  

Piotr Basiński 1988 – 2010

Poniedziałek 28 czerwca 2010 r…

…Spływ drewnianymi łodziami (potocznie nazywanymi tratwami) wiodący najpiękniejszym i najbardziej urozmaiconym odcinkiem Nysy Kłodzkiej miał zwieńczyć całoroczna pracę  z naszymi kłodzkimi wychowankami czyli grupą ‘Brązowych” i „Młodych”. Trasa o długości 35 km wiodąca od Kłodzka do wsi Topola miała trwać trzy dni…

…Piotr jako student III roku Historii na Uniwersytecie Wrocławskim, zaliczył przed samym spływem wszystkie egzaminy i oddał jedną z dwóch wymaganych prac licencjackich. Wraz z Tatą dokończył murować komin w domu rodzinnym.  Jeszcze w niedzielny wieczór, przed spływem,  zdążył pojechać swym UAZ’em na patrol w okolicy Żelazna. W międzyczasie zamówił drewno w tartaku na konstrukcję zabezpieczającą przeciekający zielony dach nad Podwalnią – naszą przyszłą salą, świetlicą dla młodzieży. Salę tą przez ostatnie lata staramy się wyremontować, bo nadal nie mamy miejsca w którym ludzie działający w AP, przyjaciele stowarzyszenia i ich rodziny mogłyby się spotykać, przenocować, napalić w XVIII wiecznym piecu kaflowym. Piotr marzył o tym, aby zapraszać tu podróżników z całego świata, zespoły muzyczne, organizować szkolenia i kursy…

…Jest poniedziałkowy poranek, piękna pogoda, słońce ! Godzina – 9.00 – zbiórka uczestników spływu. Piotr rozpoczyna realizacje wzorcowo przygotowanego konspektu wyprawy. Ułożył go już dwa tygodnie wcześniej. Kolejne pojawiające się na brzegu twarze musiały dodawać Piotrkowi przekonanie o sensowności poświęconego czasu i energii.

Skład osobowy spływu to jedenastu podopiecznych w wieku 12 – 19 lat. Każda twarzyczka znana od co najmniej 2-3  lat (jedynie trójka uczestników działa w AP od roku). Piotr – jako dowódca spływu, instruktor,  wspierany przez drugiego instruktora – Zbyszka Bodzka i ratowniczkę medyczną oraz wodną – Martę Kwiatoń z Bydgoszczy. Mirek – Komendant stowarzyszenia, doglądnął ostatnie przygotowania do spływu. Ja miałem dołączyć do składu we wtorek.

…Drewniane łodzie AP wykonane przez górali na wzór tratew pływających po Dunajcu, już od kilkunastu lat spisują się w spływach Nysą Kłodzką, Odrą a nawet Wartą. W odróżnieniu do kajaków są dużo bezpieczniejsze, mniej wywrotne i bardziej „klimatyczne”, na co w AP zwraca się szczególną uwagę (czyli nie plastik a drewno). Tratwy wymagają współpracy wszystkich załogantów – począwszy od przenoszenia, wiązania pojedynczych denek, po sterowanie  i dbanie o ich wygląd  (po takim spływie nie obejdzie się bez malowania  i szpachlowania ubytków ). Wszyscy podopieczni instruktora płyną z nim na tej samej tratwie, przez co może on zapewnić im bezpieczeństwo lepiej, aniżeli załodze płynącej na wielu kajakach…

Wreszcie założenie kapoków, związanie drewnianych łodzi, zapakowanie wodoodpornych beczek z ekwipunkiem i pożywieniem i w końcu wyruszenie w spław.

Powiewał lekki wiatr, a woda zdążyła się nagrzać przez ostatnie pięć słonecznych dni.

Dwie tratwy kierowane prze Piotra i Zbyszka spokojnie radziły sobie z kolejnymi zakrętami, przyśpieszeniami nurtu, wystającymi z wody kamieniami. Wszystko jak zawsze z zachowaniem maksymalnego bezpieczeństwa uczestników ( ale zawsze z dobrą zabawą, uśmiechem).

…Mimo spokojnego prądu i dobrej przejrzystości rzeki, instruktor zawsze stara się w wyobraźni wyprzedzić niebezpieczeństwa jakie mogą czyhać na drodze. Największe zagrożenie stanowią gwałtowne zakręty koryta rzeki. Jest to szczególnie niebezpieczne, gdy tratwą płynie niedoświadczona ekipa. W takich sytuacjach przed zakrętem robi się tzw. ”zwiad”. Wtedy prowadzący podejmuje decyzje czy spływa cała ekipa, czy też tratwa spławiana jest bez załogi za zakręt. Tratwę taką przytrzymuje się na cumach…

Po wypłynięciu za Kłodzko i ominięciu pierwszego jazu nastąpiła przerwa obiadowa. Standardowo brzuchy akademistów napełniły się chlebem i słynnym tryptykiem spożywczym: konserwą turystyczną, pasztetem i dżemem. Kiedy minęła godzina odpoczynku, Piotr  zarządził zejście z lądu i kontynuowanie spływu. Ważnym było by do pierwszego obozu zdążyć dopłynąć przed zmrokiem, by spokojnie przygotować schronienie i zebrać zapas drewna na nocne warty.

Po przepłynięciu niecałego kilometra, grupa Zbyszka dotarła do pierwszego trudniejszego zakrętu rzeki. Pamiętając to miejsce z poprzednich lat przycumowano tratwę do brzegu, a Zbyszek wraz z Andrzejem i Maksem ruszyli na zbadanie kolejnych załomów i tego, co niesie za sobą rzeka (powalone drzewa i wystające korzenie). Doprawdy okazało się, iż kolejny zakręt odbija bardzo gwałtownie, na dodatek następuje tam przyspieszenie nurtu co może spowodować zderzenie się łodzi z brzegiem. Jak się później okazało, Piotrowi i jego załodze nie było dane zmierzyć się z tą przeszkodą… Nie udało się dopłynąć do Podtynia, rozbić tam obozu, rozpalić ogniska i cieszyć się wspólnie z pięknego dnia …

Tuż przed łagodnym zakrętem gdzie przycumowano tratwy, tworzyło się rozlewisko. Na prawo – o wartkim nurcie a na lewo – o nurcie bardzo spokojnym. W obu przypadkach woda w rzece sięgała jedynie pod kolana najniższego uczestnika. Andrzej i Maks podczas  powrotu ze zwiadu natknęli się na cudowne miejsce do ochładzającej kąpieli. Było to coś w rodzaju bajorka, stawu, jednakże cały czas zasilanego wodą z prawego rozwidlenia rzeki. Zaciągnięty tam przez chłopaków Zbyszek również stwierdził, iż to miejsce jest odpowiednie na kąpiel. Gdy załoga Piotra przycumowała do brzegu zwiadowcy szybko pochwalili się swym odkryciem. Demokratycznym głosowaniem ustalono, iż nie można odpuścić kąpieli w tak fajnym miejscu, przez co po zbadaniu głębokości (ok. 1 metra) i rodzaju dna, grupa ruszyła do wody…

Kadra ustaliła proste zasady: nie skaczemy na główkę, ci którzy nie potrafią za dobrze pływać kąpią się w kapokach, nikt nie nurkuje bez nadzoru.

Pływanie, granie w piłkę wodną, wspólna zabawa, po prostu sielanka.

Po ok. 30 min. zabawy Piotr będący z grupą w wodzie nagle zemdlał, co wyglądało tak, jakby zszedł pod wodę i kucnął, by kogoś wystraszyć nagłym wyskokiem z wody. Była ona na tyle płytka, iż widać było wyraźnie Piotra. Nie wykonywał żadnych ruchów.  Po chwili kolega stojący obok zaniepokoił się, złapał Piotra za rękę, lecz nie było z jego strony żadnej reakcji. Piotr został szybko wyciągnięty na brzeg. Marta stwierdziła brak oddechu i tętna, po czym rozpoczęła resuscytację. Natychmiast zawiadomiono pogotowie.

Mimo czterdziestominutowej walki, w ciągłym oczekiwaniu na karetkę, resuscytacja nie zdołała przywrócić Piotra z powrotem do Nas. Przed pogotowiem na miejscu zdarzenia pojawiła się Policja (ona pierwsza odpowiedziała na połączenie z 112), która szybko włączyła się do pomocy w akcji resuscytacji.

Karetka pogotowia, która wyjechała z kłodzkiego szpitala miała do miejsca wypadku ok. 2,6 km – licząc drogą (1,5 km w linii prostej). Na miejsce dojechała po 39 minutach… Wreszcie po przybyciu  karetki, jej niezwykle „profesjonalna” załoga wykonała kilka czynności medycznych (które omal nie przyniosły kolejnych rannych) jednak reanimacja praktycznie nie została przez nich podjęta. Młodzież i instruktorzy byli zszokowani opieszałością i małym zaangażowaniem załogi karetki (jakże różnym od pomocy policji), oraz sędziwym jak na członka załogi ratowniczej – wiekiem  dowodzącego lekarza.

Piotr odszedł…

Dlaczego On ? Dlaczego teraz ?

Być może było tak jak powiedział kolega Piotra po pogrzebie –

„ Aniołom w niebie musiało brakować dobrego młodego instruktora dlatego musieli zabrać Piotra”.

„Bella res est morte sua Mori” – pięknie jest umrzeć swoją własną śmiercią. To cytat z utworu  Before You die. Piotr napisał ten tekst będąc wokalistą zespołu Cellater. Z perspektywy czasu myślę, że można mu pozazdrościć. Swój ostatni dzień przeżył wśród najlepszych przyjaciół, wychowanków, robiąc to co kochał czyli przygodę i kształtowanie młodzieży w duchu skautingu. Przeżył 22 lata, ale za to jakie! Niektórzy żyją o wiele dłużej i mimo to nie potrafią zrobić w swym życiu tylu dobrych rzeczy, które zdążył zrobić Piotr.

Grzegorz Basiński

Tak o Piotrze napisał jego wychowanek Andrzej:

Wojownik

Słowa te ku czci wojownika najlepszego

Ku czci przewodnika naszego,

który dążył do tego byśmy byli sobą a nie udawali kogoś innego

Zginął w walce, na wojnie

o to by młodzież, była młodzieżą i by żyła spokojnie

Jak zwyczaj nakazuje, że po każdym wielkim wojowniku

 powinny być pieśni i legendy pisane

tak i czyny tego wojownika nie mogą być zapomniane

I nie będą , stu procentową pewność mam

bo On żyje w sercach naszych i mądrości którą przekazał nam

Pisząc te słowa nie wiedziałem czy są dobre czy nie

Pisze co czuje reszta nie obchodzi mnie

Wisi mi to czy rym do rymu się składa

Jemu się to podobało i mi to odpowiada.

Robiąc to co lubię tak Go uczcić chciałem

i  Jego wielką postać łzami i sercem opisałem.

I smutek, łzy czy cierpienie nie mają tej mocy

co każde o Nim dobre wspomnienie

I kiedy upadam na kolana z rozpaczy

coś mi dodawało sił, bo wiedziałem

że On patrzy, że patrzy i podnosi mnie

A z jego ust płynęły słowa:

ANDRZEJ PARÓWO, NIE ŁAM SIĘ!

Wojownika tego żywego z Nami nie ma

Ale jesteśmy my tu razem

A Ja wiem, że to było jedno z jego marzeń

byśmy walczyli w tej samej bitwie co On

Byśmy ile sił w sobie, płynęli pod prąd.

Kończąc powoli już, Stary strasznie za Tobą tęsknie

ale nie boję się już

bo wiem, że będziesz przy Nas aż do końca

Piotrek Nasz obrońca.


Published in: on 1 listopada 2011 at 02:44  Comments (1)