XXXIII Bieg Gwarków 29.01.2012

Emocje i zdenerwowanie powoli narastały, ostatni kęs batona energetycznego, łyk herbaty, kilka próbnych ślizgów i staliśmy na starcie. Strzał z pistoletu wyzwolił w naszych mięśniach eksplozję mocy, wśród gęstego tłumu rywali zaczęliśmy przedzierać się do przodu…

Kolejny raz zdecydowaliśmy się reprezentować barwy Akademii Przygody na Biegu Gwarków. Do zawodów zgłosili się Piotrek oraz Ania na dystansie 5km oraz Jakub, Basiorr, Zbyszek i Marek na 10km stylem klasycznym. Zabawa zaczęła się już w sobotę na treningu, zapoznającym z zawiłościami technicznymi trasy. Na wstępie przystąpiliśmy do smarowania nart…

We czwórkę przejechaliśmy 5 kilometrową pętlę, którą mieliśmy dwukrotnie pokonać następnego dnia. Bieg Gwarków jest biegiem górskim (przewyższenie trasy 185m), więc analizowaliśmy jak rozłożyć siły na podbiegach oraz techniki wchodzenia w zakręt na szybkich zjazdach.

Na trasie spotkaliśmy doświadczonych biegaczy. Mimo mrozu (-13 °C) rozmowa trwała ponad 15 min. Jej przebieg zmienił nasze dotychczasowe amatorskie podejście do biegówek. Po pierwsze dowiedzieliśmy się, iż należy wyrzucić narty z łuską do kosza, po drugie i najważniejsze powinnyśmy zapamiętać i zastosować maksymę  – nie smarujesz, nie jedziesz !

Zakwaterowaliśmy się u Ani w Wałbrzychu, gdzie uzupełniliśmy zapas węglowodanów podczas tradycyjnego pasta party.

Po treningu doszliśmy do wniosku, że kondycje mamy świetną, technikę wspaniałą a jedyne co możemy poprawić w kilkanaście godzin przed biegiem to nasz sprzęt… i rozpoczęło się smarowanie.

Po około 5 godzinach czuliśmy się jak zawodowi serwismeni. Wiedza pochodząca z youtube oraz kilku oszczędnych uwag Jakuba pozwoliła nam zastosować zaawansowane technologie. Po teście z kartką papieru pod nartą i doborze odpowiedniej pary nart rozpoczęliśmy: smarowanie na gorąco żelazkiem babci Marka, operowanie cykliną (kartą bankomatową Jakuba), wcieranie mydełka Basiorra dla uzyskania super ślizgu, nakładanie klistra czy gripa w sprayu, oraz wiele innych tajnych technik, których nie możemy ujawnić publicznie a których teoretyczne podstawy zna tylko Zbyszek 🙂 .

Po wieczornym przejrzeniu sprzętu oglądaliśmy rozgwieżdżone niebo nad Afryką z wyprawy Zbyszka i zasnęliśmy marząc o zwycięstwie w jutrzejszym biegu.

Pobudka przed 8 rano, szybkie lekkie śniadanie, herbata do termosów i wyruszyliśmy samochodami do Andrzejówki, gdzie przywitało nas słońce i skrzypiący zmrożony śnieg.

Po chwili dojechał Piotrek ze swoim synem Michałem.

Doświadczony w smarowaniu Jakub, sprawdził temperaturę śniegu w celu zastosowania odpowiedniego klistra.

Emocje i zdenerwowanie powoli narastały, ostatni kęs batona energetycznego, łyk herbaty, kilka próbnych ślizgów i staliśmy na starcie. Przed nami jak i za nami stały tłumy.
W sumie we wszystkich dystansach udział wzięło 686 narciarzy!

Na naszym dystansie startowało 209 biegaczy.

Strzał z pistoletu wyzwolił w naszych mięśniach eksplozję mocy, wśród gęstego tłumu rywali zaczęliśmy przedzierać się do przodu.

Wszyscy maksymalnie skoncentrowani, gdyż mieszanina krzyżujący się nart i kijków zagrażała karambolem. Niestety jeden z zawodników upadł blisko naszej drużyny, pociągając za sobą innych i blokując przejazd. Na szczęście ustaliśmy na nogach ale dla jednego z nas ta kolizja zakończyła się fatalnie. Ktoś przydepnął i zablokował Jakubowi jeden kij, napór tłumu i szybkość wyrwały go z mocnego uchwytu Czecha. Nie było możliwości na analizowanie sytuacji, trzeba było popłynąć z rozpędzającą się falą. Nie mam pojęcia co działo się w głowie Jakuba, gdy wyszliśmy z pola startowego i zrobiło się szerzej. Powrót i próba odszukania kija (być może złamanego) to pewna strata cennego czasu, dalsza jazda z jednym kijem dla mnie wydawałaby się niemożliwa. Jakub jednak postanowił kontynuować 10 kilometrowy wyścig, z jednym kijem!

Byliśmy ubrani jedynie w dwie przewiewne bluzy i pomimo kilku stopni mrozu po pierwszym podbiegu zrobiło się przyjemnie ciepło. Nie forsowaliśmy zbyt szybkiego tempa wiedząc, że czekają nas dwa okrążenia a taktycznie założyliśmy spokojniejsze tempo na pierwszych kilometrach. Spokojniejsze tempo oczywiście nie dotyczyło zjazdów, które rządziły się innymi prawami. Tu zagrożeniem była nie tylko własna prędkość (czasem nie do opanowania), ale również upadki zawodników, którzy jechali bezpośrednio przed nami, co zmuszało nas do błyskawicznych manewrów w celu ominięcia nagle pojawiającej się przeszkody na trasie zjazdu.

W klasyfikacji ilości upadków zdecydowanie wygrał Marek. Podczas jednego zjazdu doświadczył wyższości smarowania swoich nart nad nartami swojego rywala. Jadąc szybkim zjazdem, zakończonym ostrym zakrętem, szybko dogonił Basiora i zbliżył się niebezpiecznie blisko do jego nart. Nie pomogły okrzyki „z drogi”, „uwaga jadę”, „BAASIORRR..!” itp., brak umiejętności wyprzedzania i panowania nad prędkością przypłacił zanurkowaniem w śnieżnobiały puch na poboczu trasy (czego doświadczył jeszcze kilkukrotnie tego dnia). Basiorr spokojnie upewnił się, że wszystko OK  i popędził dalej 🙂 .

Podczas drugiego okrążenia, Zbyszka złapała lekka kontuzja i musiał nieco zwolnić. Jakub nie tracąc animuszu nie dawał za wygraną, mocno pracując jednym kijkiem na podbiegach. W tym samym czasie Piotrek prowadził walkę z Anią na pętli 5km.

Patrząc na rywali na zjazdach i podbiegach zdaliśmy sobie sprawę, że jeszcze wiele musimy się nauczyć, jeśli chodzi o technikę biegu klasycznego jak i techniki smarowania nart.

Na metę wpadliśmy w niewielkich odstępach czasowych… ale pierwszy z naszej drużyny przybiegł Jakub! Dzielny Czech pokazał nam nie tylko, że wie jak smarować narty i zna technikę biegu klasycznego ale też jak radzić sobie z przeciwnościami losu. Jakub z typowym dla swojego narodu spokojem odebrał srebrny medal, który zdobył w swojej kategorii wiekowej, a my patrzyliśmy z niedowierzaniem bo tylko my wiedzieliśmy, że cały wyścig pokonał z jednym kijkiem. Ania odebrała złoty medal w swojej kategorii VIP i zapowiedziała starty na 10km w kolejnych latach.

 

Po biegu mieliśmy różne teorie na temat biegu Jakuba, a to że niby się urodził na biegówkach i że nie chciał Polakom robić zbyt dużej konkurencji i sam odłożył jeden kij, że za rok ma zamiar wystartować na jednej narcie, że Czesi to zacofany naród i poruszają się na nartach używając jednego kija jak 100 lat temu Amundsen na swoich wyprawach…

Dla mnie Jakub został bohaterem tego biegu, bo pokazał że gdy staje się do wyścigu, walki o zwycięstwo, to nie liczą się przeciwności losu tylko konsekwencja w dążeniu do celu, wtedy zwycięstwo jest kwestią czasu.

Wuj Marek z Andrzejówki

Ps. Tabela z wynikami dla ciekawskich http://www.online.datasport.pl/results513/

Ps. 2. Dziękujemy serdecznie ekipie http://www.fotomaraton.pl za udostępnienie zdjęć z biegu!

Published in: on 4 lutego 2012 at 23:36  Comments (1)  
Tags: , , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://akademiaprzygody.wordpress.com/2012/02/04/xxxiii-bieg-gwarkow-29-01-2012/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. JAKUB NA PREZYDENTA !!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: